
a miało być to spokojne wyjście ze starymi znajomymi. tak jak ewka powiedziała: my tylko przyszliśmy na godzinkę... skończyło się, że wróciłam o 6 rano...

niby człowiek bierze ze sobą aparat, żeby robić zdjęcia, a kończy się tym, że robią je tobie

za cholerę nie wiem co to kurwa jest, ale niby jakiś gadżet i że sprowadzany z japoni. ale widzę, że w japoni też lody robią

na przednim "ramieniu" tego wielbłąda ponoć widać sikającego chłopca jak z fontanny w brukseli. no i my tak się zastanawialiśmy i nie wiem czy to była kwestia spożytego alkoholu to nawet dostrzegłam... może to jest jak test projekcyjny...

no dobra. impreza przeniosła się do ewki i pawła i się okazało, że są naszymi sąsiadami. z ich balkonu widać naszą klatkę! to był najprzyjemniejszy powrót do domu - bo krótki. w japoneczkach popylałam przez podwórko i w 5 minut znalazłam się w swoim łóżku.

ostatnio wyszło tak, że standardy europejskie dopadły i zapalniczki. tę konkretną zapalniczkę próbowałam zapalić od początku imprezy... udało mi się raz, ale jak widać był już świt...

jeżyk. ewka później te kiepy chciała do butelki wcisnąć. różne ludzie mają pomysły po pijanemu.

no był w sumie świt... ostatnio coś za dużo piję